Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Secret Soap. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Secret Soap. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 kwietnia 2014

Panna Cotta w pudełku - nowy Pinkjoy

Długo zastanawiałam się nad zamówieniem pudełka PINKJOY, tak długo, że ominęła mnie edycja rosyjska. Widząc posty dziewczyn, które zdecydowały się na zakup, żałowałam, że tyle zwlekałam. Pozostało mi tylko ślinienie się do tych wszystkich wspaniałości. Dlatego gdy dowiedziałam się, że zostało tylko kilkanaście pudełek z kampanii włoskiej ciupasem pobiegłam je zamówić (i złamałam tym samym kosmetyczny post!). Paczka od wczoraj jest w moim posiadaniu. Czy było warto?

 



Na początku poczułam się rozczarowana widząc, że pudełko nie jest różowe, tylko białe... ale notatka z przeprosinami mnie obłaskawiła :) Nie wiem, dlaczego zniknęły tradycyjne pudełka, ale przyznać trzeba, że firma wyszła z sytuacji z klasą.





W środku pudełka wiosna rozkwitła na całego. Zielony papier w kwiatowy wzór może się kojarzyć tylko z tą porą roku. Ten niewielki, radosny akcent od razu poprawił mi nastrój. Zawartość PINKJOY została zapieczętowana za pomocą piankowego serca.



Najważniejsze są jednak produkty! Od razu powiem, że zaskoczyła mnie ich różnorodność: jest i coś dla ciała, dla dłoni, paznokci, twarzy. Nie zabrakło także przedstawiciela kosmetyków kolorowych. Jak zapowiadano na profilu PINKJOY na FB - jest też coś dla brzucha :) O tym za chwilę.




Pierwszym produktem, który zwrócił moją uwagę to pełnowymiarowy żel pod prysznic Omnia Botanica. Mina mi zrzedła, gdy zobaczyłam napis, mówiący że produkt pachnie różą i miętą. Na samą myśl mnie odrzuciło! Niepewnie, bardzo powoli otworzyłam tubkę i świadoma zbliżającej się katastrofy (i skrętu twarzy) zbliżyłam nos. I wiecie co? Zapach bardzo mi się podoba! Jest daleki od przesłodkiego i duszącego aromatu róży którego nie znoszę. Całe szczęście kompozycję uzupełniono o znaczne ilości mięty co sprawia, że kosmetyk pachnie ładnie i świeżo. Nie mogę się doczekać, kiedy go wypróbuję, choć na początku przeżyłam chwilę grozy.




Kolejne produkty pochodzą od firmy Miss Broadway (sama nazwa mnie urzekła ;). Pierwszy kosmetyk to wysuszacz do lakieru. Chociaż nigdy nie używałam tego typu wynalazków myślę, że może okazać się bardzo przydatny, oczywiście gdy zacznę na nowo malować paznokcie. Póki co jestem zaintrygowana, jednak jeszcze przez jakiś czas muszę obejść się smakiem.

Czarnego eyelinera nigdy za dużo, przynajmniej w moim przypadku. Jeżeli okaże się przyzwoitej jakości, to zużyję go do ostatniej kropli. Według opisu ma dawać intensywny kolor i nie rozmazywać się. Dla mnie spełnienie przez produkt tych dwóch obietnic w zupełności wystarczy.

Oba produkty są pełnowymiarowe.



Oto produkt, który zainteresował mnie najbardziej: odżywczo-nawilżający krem do twarzy z organicznym olejem arganowym Omnia Botanica. Co do tego produktu mam ogromne nadzieje, zwłaszcza, że olejek arganowy jest już na drugim miejscu w składzie. Ogromnie żałuję, że nie jest to produkt pełnowymiarowy - to byłaby prawdziwa bomba!
 


Foliowe zawiniątko zawiera próbki polskich produktów: krem do rąk Shea Line o zapachu gorzkiej czekolady i pomarańczy firmy The Secret Soap oraz mydło w kostce o zapachu mandarynki i bergamotki od Scandia Cosmetics. Próbki zawsze spoko, ale chętnie przytuliłabym również jakiś kupon zniżkowy dla klientek PINKJOY :).

Z tego co kojarzę oba produkty zawierają organiczne składniki, wśród nich dużo, dużo olejków a ja olejki bardzo lubię.



Jak już wspominałam, w pudełku znalazło się także coś dla brzuszka. Ekipa PINKJOY kusiła na swoim FB zdjęciami pysznych włoskich deserów i obiecała, że w pudełku znajdzie się coś związanego z tymi przysmakami. Szczerze? Spodziewałam się żelu pod prysznic lub balsamu o zapachu tiramisu. Zwinięty w rulonik i przewiązany różową wstążką przepis na Panna Cottę mnie rozbawił. Zachowuję przepis i przymierzam się do gastronomicznych eksperymentów.

Nie będę kłamać: na początku byłam trochę rozczarowana pudełkiem i wciąż porównywałam je z edycją rosyjską, która dla mnie jest smakowitym, choć już niedostępnym kąskiem. Jednak w trakcie tworzenia tego posta i przeanalizowaniu jego zawartości, stwierdzam, że nie jest źle. Największym bólem jest dla mnie krem z olejkiem arganowym jako miniprodukt (choć widząc cenę pełnej wersji, miniatura już mnie tak nie dziwi). Właściwie nie ma tu produktu, który by mnie nie zainteresował. Być może sęk w tym, że bardziej lubię w tego rodzaju pudełkach dostawać produkty pielęgnacyjne, ale jak teraz o tym myślę, no to nie ma chyba bardziej uniwersalnego kosmetyku niż czarny eyeliner. Na pewno są większe szanse trafienia w gusta większości niż w przypadku chociażby cieni do powiek czy podkładu. Ja kreskę maluję bardzo często, więc tym produktem nie wzgardzę.

O żadnej z tych marek kosmetycznych nie słyszałam wcześniej - tyczy się to także próbek polskich firm. Tutaj PINKJOY zdecydowanie wyprzedza inne tego typu serwisy, gdzie produkty dostępne w drogeriach pojawiają się dość często. Moją uwagę zwracają także takie niewielkie drobiazgi jak choćby notka z przeprosinami czy przepis na deser - mam wrażenie, że firma bardziej wychodzi do klienta, daje mu coś ponad pudełko z kosmetykami. Takie dodatki sprawiają, że pudełko zdaje się być bardziej spersonalizowane.

Podsumowując: Może nie jest to pudełko idealne i może nie jest tak dobre jak to rosyjskie, ale nie żałuję zakupu. Na pewno nie miałabym dostępu do kosmetyków włoskich a i obecne w pudełku produkty polskich firm pewnie jeszcze długo pozostałyby dla mnie nieznane. Każdy kosmetyk jest przydatny i wcześniej czy później znajdzie u mnie swoje zastosowanie.

Tak więc czekam na ogłoszenie kolejnego miejsca podróży i kolejną kampanię. I proszę, proszę o powrót pudełka rosyjskiego!

A Wam jak się podoba PINKJOY?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...