Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 marca 2014

Wielka akcja testowania: Organiczny krem pod oczy Skin Blossom

Portal Uroda i Zdrowie ogłosił 17 lutego Światowym Dniem Kosmetyków. Z tej okazji zorganizowali Wielką Akcję Testowania. Spośród ogromu kosmetyków do wyboru mnie przypadł krem pod oczy  brytyjskiej firmy Skin Blossom. Stosuję go od prawie trzech tygodni, więc zapraszam na recenzję.



Dostępność: sklep http://www.biopiekno.pl/

Cena: ok. 28 zł

Skład:
Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Glycerin*, Caprylic/Capric Triglyceride, Glyceryl Stearate, Cetearyl Glucoside, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Prunus Amygdalus Dulcis (Almond) Oil*, Polygonum Fagopyrum (Buckwheat) Seed Extract, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder*, Tocopherol (Vitamin E), Sodium Benzoate, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract*, Euphrasia Officinalis (Eyebright) Extract*, Xanthan Gum, Potassium Sorbate, Citric Acid
*Certified as Organically Grown

 źródło: skinblossom.pl
 Skład jest bardzo dobry, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że kosmetyk jest zarejestrowany przez Vegan Society. Największe nadzieje wiązałam z będącym dość wysoko w spisie maśle shea, a także olejkiem migdałowym - najbardziej liczyłam na dobre nawilżenie okolic oczu. Produkt zawiera 85% składników organicznych.




Opakowanie: Niewielkie, lekkie i solidne. Krągłe, zakończone wygodną pompką. Mieści w sobie 15 ml kosmetyku, czyli standardową pojemność dla produktów tego typu.

Zapach: Niewyczuwalny. Pierwszego dnia stosowania wydawało mi się, że pachnie zieloną herbatą, jednak nawet wtedy był nieznacznie wyczuwalny. Teraz to wrażenie całkowicie zniknęło.



Konsystencja: Krem nie lepi się, nie jest tłusty lecz jest treściwy. Specyfik ma biały kolor. W kontakcie ze skórą jego konsystencja przypomina masło. Po rozsmarowaniu krem jest przeźroczysty, nie pozostawia tłustej ani błyszczącej powłoki.

Producent mówi: Regenerujący i odświeżający krem pod oczy skutecznie nawilża oraz odmładza skórę wokół oczu. Specjalna mieszanka wyciągu z zielonej herbaty i świetlika spełnią rolę przeciwutleniaczy. Posiada ekstrakt z gryki. Redukuje cienie i obrzęki pod oczami, ma właściwości przeciwstarzeniowe.

Stonefox mówi: O razu powiem, że bardzo się ucieszyłam, iż to właśnie ten kosmetyk dla mnie wybrano. Zależało mi na kremie pod oczy - nie byłam zadowolona z tego, co stosowałam wcześniej. Dlatego wszelkie mazidła przeznaczone do tych okolic wydawały mi się zbędne. Dla mnie po prostu nie stanowiło żadnej różnicy czy użyję takiego kremu, czy nie. Słyszałam jednak, że okolice wokół oczu najszybciej się starzeją i dlatego ważne jest, by taki kosmetyk mieć. Dlatego od niedawna miałam kosmetyk pod oczy, był to jednak tylko żel chłodzący i nawilżający w niskiej cenie. Lekki, szybko się wchłaniał, ale rezultatów nie dawał żadnych, prędko poszedł więc w odstawkę.

Niedawno zauważyłam, że skórę pod oczami mam bardzo wysuszoną, szorstką, pojawiło się nawet coś, co wyglądało jak niewielkie suche skórki. Winowajcy: mała ilość snu i lekkie, ale permamentne odwodnienie organizmu (czyli winowajcą jestem ja :) - wmuszenie we mnie dwóch litrów wody dziennie jest prawie niewykonalne). Ta sytuacja wpływa na cerę bardzo negatywnie. Stwierdziłam więc, że muszę się postarać o lepszą, nawilżającą pielęgnację twarzy, co od kilku miesięcy staram się stosować. Rola kremu pod oczy pozostała jednak nieobsadzona. Stąd moja radość, gdy dostałam przesyłkę z kremem pod oczy Skin Blossom. O firmie słyszałam po raz pierwszy, więc była to jedna wielka niewiadoma. Skład wzbudził we mnie wielkie nadzieje, bo i masło shea, i olejek migdałowy, i aloes, i zielona herbata - fajny.

Zaczęłam stosowanie: codziennie, rano i wieczorem dzielnie wklepywałam krem palcami serdecznymi. Zdziwiłam się, jak szybko wchłonął się tak treściwy krem i jak przyjemnie się go stosuje. Na początku nie żałowałam sobie i nałożyłam dużo produktu - kosmetyk nie do końca się wchłonął i zaczął się lekko rolować pod makijażem. Problem zniknął gdy następnego dnia nałożyłam go trochę mniej - nie nazwałabym więc tego minusem, myślę, że trzeba się nauczyć odpowiedniego dawkowania wszelkich produktów. Na noc lekkie rolowanie nie przeszkadzało mi, więc nakładałam wtedy całą pompkę, aby zyskać lepsze nawilżenie przez noc, a w dzień nakładałam niepełną pompkę. Kosmetyk szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej ani świecącej powłoki. Nie piecze w oczy.

Po użyciu kremu skóra jest gładka i miękka a jednocześnie lekko napięta. Nie jest to nieprzyjemne napięcie, chodzi mi o wrażenie jędrniejszej skóry. Nie mam problemów z obrzękami pod oczami, ale mam ogromne z cieniami. Nie napiszę, że już tego problemu nie mam, jednak odkąd stosuję ten krem widzę różnicę w dniach kiedy nie mogę zasnąć i w efekcie śpię dwie lub trzy godziny. Zwykle po takiej nocy wyglądam upiornie i żaden makijaż nie jest w stanie zakryć moich atramentowo-czarnych worów. Teraz po takiej nieprzespanej nocy - owszem - mam cienie pod oczami, ale są one o wiele mniej intensywne i z całą pewnością mogę powiedzieć, że wyglądam jak istota ludzka. W normalnych okolicznościach zmniejszenie cieni pod oczami nie jest tak widoczne.

Rozjaśnienie cieni to miły dodatek, ale to nie jest najważniejsze. Dla mnie najistotniejsze było to, czy kosmetyk odpowiednio nawilży strefę pod oczami. I w tym sprawdził się bezbłędnie: skóra jest miękka i gładka, po suchych skórkach ani śladu. Czuję, że pustynia pod oczami została nawodniona i to nie za pomocą moich łez :).

Srogo się rozpisałam, jednak uznałam za konieczne napisanie wprowadzenia dotyczącego moich wcześniejszych przygód z produktami pod oczy oraz opisanie moich problemów skórnych, gdyż na pewno miały one wpływ na recenzję. Wierzę, że produkt od Skin Blossom przerwał moją złą passę do kosmetyków tego rodzaju i że teraz będę chętniej testować kremy pod oczy. Widzę, że dobry krem jednak robi różnicę - a ten do nich nieśmiało zaliczę.

Na mnie ten produkt sprawdził się bardzo dobrze, mam jednak zbyt małe doświadczenie w kremach pod oczy by stwierdzić, że to ideał (tego na pewno będę szukać ;). Jednak jak dotąd jest to najlepszy krem pod oczęta na jaki trafiłam.

Z tym Was zostawiam, albowiem pora na kolację :)
Miłego wieczoru!

czwartek, 13 lutego 2014

Balea - malinowy peeling myjący (?)

Jak możecie zobaczyć na blogu, podczas ostatniej wycieczki do Berlina obkupiłam się w DM. Celem były oczywiście kosmetyki Balea i Alverde. Jednym z kosmetyków które znalazły się w koszyku był peeling myjący do twarzy o zapachu malinowym.



Używam go już dłuższy czas więc myślę, że pora podzielić się opinią na jego temat ;)

Cóż to: Delikatny peeling myjący do twarzy. Przeznaczony dla każdego rodzaju cery. Produkt sprzedawany jest w tubie o pojemności 150 ml. Ma solidne zamknięcie. Otwór dozujący jest niewielki, co w połączeniu z konsystencją kosmetyku nie sprawia trudności przy korzystaniu z niego.

Dostępność: Drogerie DM.

Cena: 1,95 Euro.



Konsystencja:
Różowy, półprzeźroczysty żel. Zawiera dwa rodzaje drobinek peelingujących: białe, większe które są ostrzejsze oraz delikatniejsze czerwone malutkie drobiny których w żelu znajdziemy o wiele więcej. W dotyku kosmetyk jest minimalnie lepiący i przyjemnie lekki.




Skład:
AQUA · GLYCERIN · CARBOMER · COCOAMIDOPROPYL BETAINE · PHENOXYETHANOL · BAMBUSA ARUNDINACEA STEM POWDER · SODIUM HYDROXIDE · GLYCERYL OLEATE · DISODIUM COCOYL GLUTAMATE · BENZYL ALCOHOL · COCO-GLUCOSIDE · SODIUM CHLORIDE · TOCOPHERYL ACETATE · ALLANTOIN · PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL · PARFUM · PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL · PANTHENOL · BENZOPHENONE-4 · CITRIC ACID · ETHYLHEXYL SALICYLATE · ISOPROPYL ALCOHOL · BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE · CI 16035 · SODIUM SULFATE.

Żaden ze mnie specjalista w tematyce składów, dlatego wspieram się radami wujka Google. Tutaj na liście wysoko plasują się zagęstniki, ale też drobinki z bambusa używane jako delikatny środek peelingujący, zwłaszcza przy cerze wrażliwej. W kosmetyku znajdziemy też alantoinę o właściwościach kojących, olejek migdałowy,  a także filtr UV.  Wiadomo, że ma w sobie substancje konserwujące, ale chyba nie jest to skład tragiczny?


Producent mówi: Kosmetyk ma sprawić, że pory na twarzy będą głęboko oczyszczone, a także ma zapobiegać ponownemu ich zapychaniu. Po użyciu możemy się cieszyć gładką cerą.

Stonefox mówi: Mam mieszane uczucia do tego produktu. Wiązałam duże nadzieje z kosmetykami Balea i nie mogłam się doczekać kiedy położę na nich swoje łapki - ale peeling mogę uznać za rozczarowanie. Jest bardzo delikatny, ale trudno uznać to ze wadę biorąc pod uwagę, że jest przeznaczony do twarzy. Ja jednak mimo wszystko wolałabym coś trochę mocniejszego.

Największym problemem jest to, że produkt nie spełnia swojego zadania: nawet delikatny peeling powinien lepiej oczyścić skórę niż zwykły żel. Tymczasem po użyciu kosmetyku od Balea moje pory nie tylko nie są oczyszczone, ale są zapchane.

Przy kontakcie z mokrą twarzą żel tworzy na jej powierzchni śliską powierzchnię (oraz w ogóle się nie pieni) i odnoszę wrażenie, że drobinki tylko się po tej tafli ślizgają i w ogóle nie mają dostępu do skóry. Owszem, po osuszeniu skóra wydaje się gładka, ale to prędzej pozostałości po wcześniejszej ślizgawce, niż dobrego oczyszczenia i odżywienia. Używałam już wielu żeli do mycia twarzy, w tym też takich z drobinkami i z oczyszczeniem skóry poradziły sobie o lepiej (choćby Nivea Visage Pure Effect  All in One). Oczyszczanie to jednak podstawa.

Niekwestionowaną zaletą peelingu myjącego (no właśnie... czy na pewno?) jest zapach malinowej Mamby ;) Niestety na niewiele zdaje się zapach, skoro kosmetyk nie spełnia swoich podstawowych funkcji. Nie zapominam także o niezłej wydajności - choć przy wskazanych wyżej wadach mam wątpliwości, czy jest to zaleta.

Podsumowując:  Peeling myjący od Balea rozczarowuje i to bardzo. Śmiało mogę zaliczyć go do kategorii "buble". Na pewno nie kupię go ponownie.

Może mieliście do czynienia z tym kosmetykiem? Co myślicie o firmie Balea? Zastanawiam się czy inne peelingi od nich sprawują się tak samo... Dajcie znać ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...