Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lutego 2014

Balea - malinowy peeling myjący (?)

Jak możecie zobaczyć na blogu, podczas ostatniej wycieczki do Berlina obkupiłam się w DM. Celem były oczywiście kosmetyki Balea i Alverde. Jednym z kosmetyków które znalazły się w koszyku był peeling myjący do twarzy o zapachu malinowym.



Używam go już dłuższy czas więc myślę, że pora podzielić się opinią na jego temat ;)

Cóż to: Delikatny peeling myjący do twarzy. Przeznaczony dla każdego rodzaju cery. Produkt sprzedawany jest w tubie o pojemności 150 ml. Ma solidne zamknięcie. Otwór dozujący jest niewielki, co w połączeniu z konsystencją kosmetyku nie sprawia trudności przy korzystaniu z niego.

Dostępność: Drogerie DM.

Cena: 1,95 Euro.



Konsystencja:
Różowy, półprzeźroczysty żel. Zawiera dwa rodzaje drobinek peelingujących: białe, większe które są ostrzejsze oraz delikatniejsze czerwone malutkie drobiny których w żelu znajdziemy o wiele więcej. W dotyku kosmetyk jest minimalnie lepiący i przyjemnie lekki.




Skład:
AQUA · GLYCERIN · CARBOMER · COCOAMIDOPROPYL BETAINE · PHENOXYETHANOL · BAMBUSA ARUNDINACEA STEM POWDER · SODIUM HYDROXIDE · GLYCERYL OLEATE · DISODIUM COCOYL GLUTAMATE · BENZYL ALCOHOL · COCO-GLUCOSIDE · SODIUM CHLORIDE · TOCOPHERYL ACETATE · ALLANTOIN · PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL · PARFUM · PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL · PANTHENOL · BENZOPHENONE-4 · CITRIC ACID · ETHYLHEXYL SALICYLATE · ISOPROPYL ALCOHOL · BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE · CI 16035 · SODIUM SULFATE.

Żaden ze mnie specjalista w tematyce składów, dlatego wspieram się radami wujka Google. Tutaj na liście wysoko plasują się zagęstniki, ale też drobinki z bambusa używane jako delikatny środek peelingujący, zwłaszcza przy cerze wrażliwej. W kosmetyku znajdziemy też alantoinę o właściwościach kojących, olejek migdałowy,  a także filtr UV.  Wiadomo, że ma w sobie substancje konserwujące, ale chyba nie jest to skład tragiczny?


Producent mówi: Kosmetyk ma sprawić, że pory na twarzy będą głęboko oczyszczone, a także ma zapobiegać ponownemu ich zapychaniu. Po użyciu możemy się cieszyć gładką cerą.

Stonefox mówi: Mam mieszane uczucia do tego produktu. Wiązałam duże nadzieje z kosmetykami Balea i nie mogłam się doczekać kiedy położę na nich swoje łapki - ale peeling mogę uznać za rozczarowanie. Jest bardzo delikatny, ale trudno uznać to ze wadę biorąc pod uwagę, że jest przeznaczony do twarzy. Ja jednak mimo wszystko wolałabym coś trochę mocniejszego.

Największym problemem jest to, że produkt nie spełnia swojego zadania: nawet delikatny peeling powinien lepiej oczyścić skórę niż zwykły żel. Tymczasem po użyciu kosmetyku od Balea moje pory nie tylko nie są oczyszczone, ale są zapchane.

Przy kontakcie z mokrą twarzą żel tworzy na jej powierzchni śliską powierzchnię (oraz w ogóle się nie pieni) i odnoszę wrażenie, że drobinki tylko się po tej tafli ślizgają i w ogóle nie mają dostępu do skóry. Owszem, po osuszeniu skóra wydaje się gładka, ale to prędzej pozostałości po wcześniejszej ślizgawce, niż dobrego oczyszczenia i odżywienia. Używałam już wielu żeli do mycia twarzy, w tym też takich z drobinkami i z oczyszczeniem skóry poradziły sobie o lepiej (choćby Nivea Visage Pure Effect  All in One). Oczyszczanie to jednak podstawa.

Niekwestionowaną zaletą peelingu myjącego (no właśnie... czy na pewno?) jest zapach malinowej Mamby ;) Niestety na niewiele zdaje się zapach, skoro kosmetyk nie spełnia swoich podstawowych funkcji. Nie zapominam także o niezłej wydajności - choć przy wskazanych wyżej wadach mam wątpliwości, czy jest to zaleta.

Podsumowując:  Peeling myjący od Balea rozczarowuje i to bardzo. Śmiało mogę zaliczyć go do kategorii "buble". Na pewno nie kupię go ponownie.

Może mieliście do czynienia z tym kosmetykiem? Co myślicie o firmie Balea? Zastanawiam się czy inne peelingi od nich sprawują się tak samo... Dajcie znać ;)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Haulisko berlińskie (DM)!

Muszę przyznać, że mi wstyd... z dwóch powodów: 1. Opóźnienie w pisaniu tego posta - od zakupu kosmetyków minął już prawie tydzień... 2. Rozmiary tych zakupów, bo przecież na niedobór mazideł wszelakich nie narzekam.

Jednak kto oparłby się, mając - zwykle odległy DM - w zasięgu wzroku? Na pewno nie ja. ;) I podobnie aGwer, choć jej zakupy są sporo mniejsze od moich. Jak uspokajała mnie w drodze do kasy - przechodzę fazę inicjacji kosmetycznej na DMowskim terenie i kolejne zakupy powinny być mniejsze. Czy aby na pewno? ;)

Zaczynam od lakierów do paznokci, bo tam swoje pierwsze kroki skierowała aGwer, a ja nieśmiało za nią. Nie miałam wcześniej styczności z lakierami P2, jednak zaryzykowałam i zaufałam swojej towarzyszce (jak się okaże - nie po raz ostatni). Wybrałam dwa kolory lakierów piaskowych: 110 - classy oraz 030 - seductive. Na potrzeby tego posta złamałam nawet swoją dwumiesięczną lakierową ascezę i pomalowałam paznokcie nowymi nabytkami - na szczęście skończyło się na tylko jednym paznokciu w każdym kolorze! Zauważyłam, że oprócz chropowatej struktury, lakiery zawierają także brokatowe drobinki: seductive złote, classy różnokolorowe z przewagą czerwonego i niebieskiego. Dają piękny efekt, zwłaszcza seductive. Z pełną ich oceną muszę się jednak wstrzymać do momentu, aż doprowadzę swoje paznokcie do porządku i trochę je wzmocnię. Już nie mogę się doczekać!

Następnie zatrzymałam się przy szafie Essence. Zawsze rzucam się na ich limitowanki, jednak obecna, Happy Holidays, nie przypadła mi do gustu. Dlatego ograniczyłam się do wielokolorowego kawioru do zdobienia paznokci oraz do kremu do rąk o zapachu banana i ciemnej czekolady. Biorąc pod uwagę, że później, na świątecznym jarmarku objadałyśmy się bananami w czekoladzie, to nieświadomie zabrałam jeden z zapachów Berlina ze sobą ;).

Kolej na dobrocie dla włosów. Tu znów ukłon w stronę aGwer - za sprawą polecanej przez nią odżywki z Balea. Do tego dołożyłam jeszcze szampon z tej serii. Moje włosy są bardzo wysuszone po ostatnim farbowaniu, dlatego mam duże oczekiwania wobec tych produktów, a testy zacznę już niebawem. Z kolei szampon do codziennego użytku to moja własna inicjatywa i świadczy o niczym więcej, jak o moim umiłowaniu wszelkich kokosowych kosmetyków.


Dalej kremy/żele pod prysznic - aż 2! Wszystkie, bez wyjątku, zachwyciły mnie swoim zapachem. Pistacjowy, przywodzący na myśl lody pistacjowe i jagodowy - o cudownie owocowym aromacie, zaś balsam do ciała z olejkiem migdałowym przypomina zapachem budyń waniliowy.

Równie cudownie pachnące peelingi - malinowy, do twarzy, przypominający w zapachu sorbet (mam nadzieję, że będzie delikatny) oraz jabłkowo-cynamonowy peeling do ciała - szarlotka w tubce! Chociaż zwykle lubię mocne peelingi ten powinien być w sam raz do peelingu "na szybko".


Największe zostawiłam na koniec: krem do ciała z masłem Shea i olejkiem arganowym. Na pewno skorzystam z niego w ramach projektu "dbania o swoją skórę w grudniu" i wtedy też przekonam się, jak sprawdza się podczas użytkowania. Ciekawe, na ile wystarczy mi to bydle (aż 500 ml!).

A więc haul z DM zdominowała Balea oraz wszelkie "jedzeniowe" zapachy. Obym tylko nie pomyliła szafki z kosmetykami z lodówką i nie zaczęła wyjadać tych smakowicie pachnących specyfików - jednak na to szanse są nikłe. Nareszcie lenistwo przegrało, a wygrała chęć używania nowych kosmetyków.

To co? Dla równowagi, niebawem projekt denko? ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...